Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

O syczuańskim pieprzu i hot pocie

Jedzenie
Typography

Dłuższy pobyt w Chengdu, stolicy Syczuanu, ma swoje plusy i minusy. Do plusów należy bliskość prawdziwych pand i wszechobecność tych sztucznych – na różnego rodzaju pomnikach, w postaci pamiątek i gadżetów, na taksówkach i w ogóle na wszystkim, na czym da się to urocze zwierzę umieści.

Do minusów należy zanieczyszczenie powietrza, które w połączeniu z położeniem miasta w kotlinie, zmienia Chengdu w duszną, parną szklarnię, w której z rzadka tylko widać błękitne, czyste niebo. 

Ciekawym zagadnieniem jest Syczuańska kuchnia. O tym, czy jest to plus pobytu w Chengdu, czy może minus, każdy musi zdecydować sam. Powszechnie wiadomo, że w Syczuanie je się na ostro, ale warto przekonać się na własnej skórze, co to oznacza. W miniaturowej restauracyjce, urządzonej na parterze mieszkanka na uniwersytecie, nauczony doświadczeniem właściciel i kelner w jednym – laobanr - spyta obcokrajowca – laowaja – czy danie ma być ostre. Jeśli nieświadomy niczego laowai odpowie, że „ostre”, stroskany właściciel raz jeszcze się upewni. Rzeczony laowai jest zapewne w Chengdu od niedawna i nie wie, że to, co dla Syczuańczyków jest „troszeczkę ostre, właściwie to wcale nie ostre”, dla nas, osób nie przywykłych do dań pływających w chili i pieprzu, będzie piekielnym przeżyciem. To, co dla Syczuańczyków jest „nawet ostre” sprawi, że stracimy czucie w ustach na pół dnia, nie przyprawione na ostro – niestety – wcale nie będzie miało smaku. Przecież nikt normalny nie jada łagodnych dań. Najlepszym wyjściem jest trochę pocierpieć i w końcu, po litrach łez wylanych nad każdym posiłkiem, przywyknąć do smaku syczuańskiej kuchni. Warto.

W tym krajobrazie pełnym chili i pieprzu – wyjątkowego, syczuańskiego pieprzu, który wywołuje uczucie lekkiego mrowienia na języku – na pierwszy plan wysuwa się danie zwane huoguo (火锅), a po angielsku „hot pot”. Hotpociarnie są w Chengdu na każdym rogu i Chińczycy bardzo je lubią, także dlatego, że wypad na hot pot jest bardzo dobrym sposobem na spędzenie czasu ze znajomymi. Misę pełną oleju, chili i pieprzu stawia się na palniku na środku specjalnego stołu, do środka wkłada małe kawałki warzyw, mięs, tofu. Po kilkunastu minutach, kiedy olej zaczyna wrzeć, można zacząć jeść. 

Wyławianie jedzenia z dużej misy i przenoszenie go do swojej miseczki jest świetną zabawą dla obcokrajowców, zwłaszcza tych, którzy jeszcze nie przywykli do obsługi pałeczek. Interesujące jest też to, co może się w hot pocie znaleźć – standardem są warzywa i cieniutkie kawałki mięsa, ale można też zamówić kacze języki, najróżniejsze wnętrzności, które Chińczycy uznają za jak najbardziej jadalne, czy wreszcie mózgi, zazwyczaj świńskie. Wcale nie wszyscy Chińczycy uznają, że mózgi są jadalne, niektórzy uważają je za obrzydliwe, niemniej jednak jest to danie dość powszechne i warte spróbowania – smakuje naprawdę dobrze. Gdy dodać do tego powszechną w Chinach teorię, że jeśli chce się mieć ładną skórę, należy jeść dużo zwierzęcej skóry, jeśli ma się kłopoty z żołądkiem – zwierzęce żołądki i tak dalej, taki świński mózg na ostro jawi się jako bardzo zdrowy obiad.

Hotpociarnie są w Chengdu wszędzie, jednak to z Chongqingu pochodzi hot pot uznawany za ten najlepszy, wyjątkowy. Będąc w tym mieście warto spytać kogoś, na przykład Chińczyków pracujących w hostelu, gdzie można zjeść najlepszy w Chongqingu hot pot. Chińczyk, któremu zadajemy to pytanie, powinien być „tutejszy”, z Chongqingu. Młodzi Chińczycy przez system przyjmowania na uniwersytetu często lądują tysiące kilometrów od rodzinnego domu, a kuchnia Chińska jest naprawdę różnorodna. Należy założyć, że ktoś, kto jest na przykład z Harbinu, może nie znać się na ostrej kuchni z Chonqingu, tak jak statystyczny Polak może się nie znać na, dajmy na to, kuchni portugalskiej.

Właśnie taki eksperyment z pytaniem o najlepszy hot pot zawiódł mnie w dość niezwykłe miejsce. Mała, obskurna restauracyjka ukryta była w piwnicy, na maleńkiej uliczce, niemal w całości zawładniętej przez kwiaciarnie. Część znaków składających się na szyld odpadła, reszta została rozmyta przez deszcz, tak że został tylko znak 火 ze słowa 火锅. Sami zapewne nigdy byśmy nie znaleźli tego miejsca, ukrytego między kwiatami wystawionymi na ulicy. Tutaj należy wspomnieć, że w Chinach miejsca, które w Polsce dawno byłyby zamknięte przez sanepid, serwują często najsmaczniejsze, autentyczne, a do tego najtańsze jedzenie. Warto więc przymknąć oko na brudną podłogę i kucharza z papierosem w ustach. To było właśnie jedno z takich miejsc – laobanr przetarła tylko stół brudną szmatą i już mogliśmy usiąść. 

Jeśli założy, że najlepsze hot poty są w Chongqingu, a my trafiliśmy do najlepszej hotpociarni w tym mieście, to wychodzi na to, że dane nam było zjeść najlepszy hot pot na świecie. Próby opisania smaku maja mało sensu, żeby zrozumieć działanie syczuańskiego pieprzu, najlepiej jest go po prostu spróbować. Małe ilości wywołują lekkie mrowienia na języku, większe paraliżują delikatnie usta, najlepszy hot pot na świecie miał działanie odurzające. 

Morał z tej historii jest następujący - warto jest zmusić się odrobinę i spróbować przekonać się do lokalnego jedzenia. Wielu obcokrajowców w Chengdu smak ostrych przypraw odstraszył i do końca pobytu jedli tylko łagodne, ale za to często pozbawione smaku potrawy, tęskniąc za ojczystą kuchnią. Wszyscy, którzy przekonali się do syczuańskich przypraw, a po jakimś czasie nawet od nich uzależnili, bardzo im współczuli.