Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Jak dramat jednostki staje się dramatem społecznym w pierwszych filmach Zhanga Yimou, część I. „Czerwone sorgo”

Kultura
Typography

Dziś Zhang Yimou kojarzony jest przede wszystkim z pełnymi rozmachu widowiskami w stylu „Hero” czy „Dom latających sztyletów”, które zachwycają widzów z całego świata feerią nasyconych barw, wspaniałą muzyką i bogatą w szczegóły scenografią, ale z drugiej strony cierpią na brak logiki w scenariuszu i naiwność niektórych rozwiązań fabularnych.

Nie przeszkadza to jednak kolejnym filmom pana Zhanga w zarabianiu niebotycznych sum pieniędzy i zbieraniu pęczków nagród na festiwalach w Berlinie, Wenecji, Cannes, a nawet Hollywood, w którego stronę coraz częściej zerka słynny reżyser. W 2011 roku zaangażował laureata Oscara, Christiana Bale'a, do jednej z głównych ról w dramacie wojennym „Kwiaty wojny”, a na 2016 rok zapowiadana jest premiera kolejnego obrazu, „The Great Wall”, superprodukcji chińsko-amerykańskiej z wianuszkiem gwiazd kina obu nacji. Jednak filmy z początków kariery Zhanga bardzo odbiegają od tych wyprodukowanych po 2000 roku, choć już noszą cechy charakterystyczne dla stylu tego reżysera.

Zhang Yimou wkroczył na scenę ogólnoświatowej kinematografii w sposób, jakiego wielu innych reżyserów mogło mu tylko pozazdrościć. Wyreżyserowany przez niego dramat „Czerwone sorgo” z miejsca podbił Festiwal Filmowy w Berlinie, zdobywając nagrodę dla najlepszego filmu 1988 roku. Zhang wykorzystał potencjał zawarty w scenariuszu, napisanym na podstawie powieści „Klan czerwonego sorga” autorstwa Mo Yana, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 2012 roku. Młody reżyser oprawił dramatyczną historię w zachwycającą otoczkę audio-wizualną, perfekcyjnie łącząc treść z formą. W późniejszych latach pojawiła się tendencja przedkładania formy nad treść, lecz mocny scenariusz uratował „Sorgo” od tego rodzaju niedociągnięć. Jedyne, co można filmowi zarzucić, to zbyt rażące, trochę niedopracowane przejście pomiędzy idyllicznym życiem w gorzelni a okrutnymi scenami z czasów okupacji japońskiej po 1937 roku i puszczanie oka w stronę cenzury, za co Zhang był często krytykowany. Podobnie sytuacja wygląda w „Zawieście czerwone latarnie” z 1991 roku, gdzie przejmująca historia łączy się ze wspaniałą oprawą graficzną i muzyczną, tworząc niezwykłą atmosferę, dobrze podkreślającą klimat opowiadanej historii. Mimo że od debiutu Zhanga do nakręcenia „Zawieście czerwone latarnie” minęły tylko cztery lata, widać duży postęp w sposobie snucia narracji i pewniejszą rękę przy prowadzeniu aktorów. I w tym wypadku za inspirację dla scenariusza posłużył tekst literacki, opowiadanie „Żony i konkubiny”  awangardowego pisarza Su Tonga.

Oba filmy otwiera scena, w której tragarze niosą czerwony palankin przez pola sorga przy dźwiękach tradycyjnej chińskiej muzyki, która będzie towarzyszyć bohaterom i widzowi przez kolejne 90 minut filmu. W „Czerwonym sorgu” Narrator wyjaśnia, że dziewczyna siedząca w palankinie to jego babcia, sprzedana przez ojca pięćdziesięcioletniemu właścicielowi gorzelni, jadąca właśnie na spotkanie swojego nowo poślubionego męża, całego pokrytego trądem. Młodziutka Babcia, grana przez także debiutującą w tym filmie Gong Li, podczas podróży zwraca uwagę jednego z tragarzy, z którym wkrótce nawiązuje romans. Jej mąż wkrótce po zaślubinach umiera, a ona zostaje właścicielką gorzelni na jego miejsce i wprowadza całkiem nowe zasady, każąc swoim pracownikom zwracać się do siebie po imieniu, które sama sobie nadaje, bowiem aż do tej chwili nie posiada żadnego. Z racji tego, że urodziła się dziewiątego dnia dziewiątego miesiąca, jej wybór pada na Jiur (jiu – 'dziewięć'). Kontynuuje swój związek z tragarzem, będącym jednocześnie jej pracownikiem, którego owocem jest synek, ojciec Narratora. Lata beztroski kończy inwazja japońska w 1937 roku. Żyjący dotąd według rytmu przyrody ludzie zaprzęgnięci zostają oderwani od swoich zajęć i zmuszeni do pracy na rzecz okupanta, który w bestialski sposób rozprawia się z wszelką opozycją. Kiedy na oczach Jiur i jej rodziny jeden z byłych pracowników gorzelni, domniemany komunista, zostaje obdarty żywcem ze skóry, młoda kobieta poprzysięga zemstę. Wraz z mężem i resztą pracowników przygotowuje pułapkę na japoński garnizon. Udaje im się zniszczyć jednostkę wroga, lecz wszyscy poza Dziadkiem i Ojcem, wtedy jeszcze małym chłopcem, przypłacają ten sukces życiem.

Po pierwsze, jest to opowieść o zmiennych kolejach losu. Ślub młodziutkiej dziewczyny z budzącym u niej wstręt trędowatym mężczyzną w sile wieku zamiast tragedią okazuje się darem losu, dzięki któremu bohaterka wraz z zyskaniem imienia zyskuje także niezależność i niedostępne jeszcze dla Chinek żyjących w latach 30. XX wieku prawo do samostanowienia. Udaje jej się utrzymać gorzelnię, zdobyć szacunek i poważanie swoich pracowników, zachwyconych liberalnym podejściem do hierarchii, a także założyć szczęśliwą rodzinę. To w końcu Jiur, wstrząśnięta bestialstwem Japończyków, staje się prowodyrem buntu i ani przez chwilę nie wątpi w słuszność swojej misji, rozniecając u innych ducha walki. Jej determinacja kosztuje życie niemal wszystkich mieszkańców malutkiej osady, ale Narrator oddaje hołd swojej babce jako uosobieniu odwagi, która mimo że jest młodą kobietą, kobietą niskiego pochodzenia, potraktowaną przez ojca jak przedmiot i zwyczajna inwestycja, stawia czoło wszelkim uprzedzeniom i wygrywa przywilej bycia wolną zarówno od społecznych konwenansów, jak również wolną w okupowanym kraju dzięki odwadze, która daje jej siłę stawić czoła najeźdźcy.

W postaci Babki i jej sposobie zarządzania gorzelnią można się dopatrywać wielu cech cenionych przez komunizm, takich jak dążenie do równości obywateli wszystkich klas i płci, celebrowanie ciężkiej pracy fizycznej, brak poszanowania dla konwenansów. Mała społeczność gorzelni, przedstawiona w idylliczny sposób, mogłaby stać się modelem przyszłych komun ludowych, tyle że w skali mikro. Znacząca jest także ostatnia scena filmu, w której Dziadek i mały jeszcze Ojciec stoją nad zwłokami towarzyszy, otoczeni przez czerwieniejący dym, będący zapowiedzią nadchodzącego komunizmu. Te wszystkie cechy filmu są powodem, dla którego film od wielu lat znajduje się pod ostrzałem krytyki, zarzucającej Zhangowi sympatyzowanie z Komunistyczną Partią Chin i zapędy propagandowe. Należy jednak pamiętać, że pierwszy od 1949 roku chiński film nastawiony już nie tylko na propagowanie działań chińskiego rządu to nakręcony dopiero w 1984 roku, czyli cztery lata przed premierą „Sorga”, „Niebieski latawiec”. W tamtym okresie stopniowej odwilży politycznej kręcić filmy artystyczne można było tylko pod patronatem Partii. Prawdą jest, iż nie zwalnia to Zhanga Yimou od odpowiedzialności za dokonane przezeń wybory moralne, niemniej jednak wątpliwości budzi zachwyt Narratora nad odwagą swoich przodków, którzy mają nie boją się walczyć z niesprawiedliwym reżimem. Obdarty ze skóry Luohan, oskarżony o sympatyzowanie z komunizmem, jest chyba ostatnim człowiekiem, którego można by posądzić o wspieranie czerwonej rewolucji, o czym świadczy fakt, że w czasach swojej pracy w gorzelni nie dość, że konfucjańskie wychowanie nie pozwala mu zwrócić się do szefowej po imieniu, to w dodatku odchodzi, nie mogąc znieść związku Jiur jako przedstawicielki klasy wyższej i zwykłego robotnika. Poddaje to w dużą wątpliwość zasadność oskarżeń Japończyków, w bestialski sposób karzących starszego mężczyznę. Można wyczuć tęsknotę Narratora za odwagą, która pozwoliła jego przodkom przeciwstawić się takim aktom niesprawiedliwości i bestialstwa, której widocznie nie ma już wśród kolejnych pokoleń, biernie znoszących totalitarne rządy.

Źródła ilustracji:

https://c1.staticflickr.com/9/8399/8707805042_64e04cc7c3_b.jpg