Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Wywiad z zespołem MOA

Na przełomie lipca i sierpnia polski zespół MOA grający muzykę indie / britpopową zagrał koncerty w Chengdu, Szanghaju i Pekinie. Rozmawialiśmy z wokalistką zespołu Martą Fitowską o wrażeniach z pobytu w Chinach i planach na kolejne koncerty na Dalekim Wschodzie.

Polacy w Chinach: Skąd pomysł na trasę koncertową w Chinach?
Marta Fitowska: W trasę koncertową w Chinach wyruszyliśmy przy współpracy i dzięki Polskiemu Radiu. Była to propozycja jak i duża szansa, aby dotrzeć z naszą muzyką, aż na Daleki Wschód co z wielką radością zrobiliśmy.
W jaki sposób chcecie dotrzeć do chińskich słuchaczy? Czy muzyka będzie wspólnym językiem?
Myślę, że nie ma znaczenia czy dzieli nas wiek, odmienna kultura, zwyczaje, kolor skóry czy język, którym posługujemy się na co dzień. Muzyka to taka siła, którą jesteśmy w stanie porozumieć się bez względu na wszystko. Historie napisane dźwiękami, a przede wszystkim emocje i prawda, która z tego płynie łamią wszelkie bariery i po prostu dotykają. Nie warto udawać kogoś innego, kogoś kogo wydaje nam się, że chińscy słuchacze polubią. Warto być sobą i opowiedzieć swoją historię. Zrobiliśmy jeden ukłon w stronę publiczności wykonując własną wersję starej chińskiej pieśni „Rose, Rose, I love you” - ku naszej wielkiej radości została przyjęta w cudowny sposób.
Chińczycy to dosyć specyficzna i wymagająca publiczność. Jaka była reakcja publiczności w czasie waszych koncertów i czy reakcja ta zaskoczyła Was?
Reakcja była wspaniała. Zawsze miałam wrażenie, że ludzie są skupieni, słuchają i przeżywają to razem z nami, ale też żywiołowo reagują, kiedy gramy skoczne utwory. Taka publiczność to skarb.
Chiny to ogromny rynek muzyczny, ale też przeróżne gusta muzyczne od opery pekińskiej po heavy metal. Myślicie, że popularna obecnie w Europie muzyka indie/britpopowa znajdzie sporą grupę odbiorców również w Azji?
Myślę, że jest na to szansa. Skoro to ogromny rynek i różne gusta to na pewno znajdą się ludzie, którzy akurat tego zechcą posłuchać. Muzyka ta to ładne, zapadające w pamięć melodie, zatopione w instrumentalnych przestrzeniach, a przede wszystkim historie, który mają nieść coś więcej, coś co ludzie mogą odczuć i przeżyć.
Polsko-ukraiński kwartet DAGADANA znany jest w Chinach ze swoich wspólnych występów z muzykami z Mongolii Wewnętrznej. Być może pobyt w Chinach pomoże Wam zaczerpnąć trochę dalekowschodniej inspiracji.
Myślę, że kultura Dalekiego Wschodu to niewyczerpane źródło inspiracji. Człowiek jako muzyk ewoluuje cały czas, dzięki podróżom, rozmowom, nowym doświadczeniom i po prostu nie da się uniknąć tego, żeby choć kropla tej podróży nie przejawiła się jakoś w naszym muzycznym świecie, który budujemy.
Czy to Wasza pierwsza azjatycka trasa koncertowa i pierwszy pobyt w Azji? Jakie są wasze wrażenia z pobytu?
Tak, to nasz absolutny pierwszy raz w Azji. Wyjechaliśmy z Chin zachwyceni. Jesteśmy pod wielkim urokiem zarówno krajobrazów, jak i kultury, tak odmiennej od naszej. Kulinarnie raczej pozostaniemy przy tradycyjnych babcinych pierogach, nie mniej mieliśmy kilka dobrych wrażeń również na tym polu. Przede wszystkim jednak urzekła nas gościnność i dobroć ludzi, których spotkaliśmy i ciepło z jakim nas tam traktowano.
Czy macie w planach kolejne koncerty w Chinach lub innych krajach Dalekiego Wschodu?
Teraz skupiamy się na wydaniu naszego debiutanckiego albumu, ale gdy to już nastąpi wielką misją będzie dotarcie z muzyką tam, gdzie tylko da się dotrzeć i opowiedzenie naszych muzycznych historii każdemu kogo tylko spotkamy. To jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie mogą się muzykowi przytrafić. Myślę zatem, że powtórna wyprawa na Daleki Wschód jest tylko kwestią czasu ;-)

 

Fot. Adam Burakowski / Polskie Radio