Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

  Cesarstwo Chińskie w XIX wieku nie było już tym wielkim państwem słynącym z wynalazczości i rozwoju. Z uwagi na skupianie się wyłącznie na wewnętrznych problemach przestały zauważać coraz to większych zapędów kolonialnych państw europejskich.

Na Górze Kwiatów i Owoców, w pobliżu mitycznej krainy Aolai, od wieków leżał głaz. Pewnego dnia zdał sobie sprawę z tego, że istnieje i czym jest, ale zamiast pogodzić się z losem, postanowił przekroczyć granice nakreślone przez naturę i zamienił się w kamienną małpę, by następnie zasiać zamęt na Ziemi, w Podziemiach i w Niebiańskim Pałacu.

Polska przegrała z Chinami 1:4. To Anna Palińska, zdobyła nam jedną honorową bramkę, za co dziękujemy! Rozgrywki akademiczek rozpoczęły się pare dni temu. Pierwszy mecz z Chinami niestety nie był najlepszy, ale mamy jeszcze szansę, bowiem niedługo zagramy z przedstawicielkami z Brazylii oraz Koreii Południowej.

Kilka tygodni temu Internet obiegł pewien filmik na temat jednego z parków rozrywki w Chinach. Parku dosyć specyficznego, co było główną przyczyną popularności filmiku w sieci. Parku rozrywki o nazwie „Królestwo Małych ludzi” (小矮人王国), w którym pracują tylko i wyłącznie karły. W otoczenia plastikowych i gipsowych dekoracji w kształcie na przykład grzybków mieszkają i występują dla zwiedzających osoby cierpiące na karłowatość. Wśród nich krąży reporterka, która najwyraźniej nie radzi sobie z faktem, że jej rozmówcy są zupełnie dorosłymi osobami, które mają wzrost małego dziecka, ale co więcej zachowują i ubierają się jak małe dzieci.

Przykład tego parku pokazuje, jak zupełnie innym światem bywają czasami Chiny. U nas coś takiego w żadnym wypadku nie mogło by powstać, a gdyby wysiłkiem jakieś szalonego biznesmena-wizjonera jednak powstało, natychmiast zostałoby oprotestowane przez wszystkie możliwe środowiska. W Chinach jest inaczej i nie chodzi o jakąś formę znęcania się nad osobami z karłowatością. Po prostu świadomość społeczna jest zupełnie inna, a koncepcja poprawności politycznej w wielu miejscach nie zawitała jeszcze zupełnie. Chińska babcia bez skrępowania powie „o, czarny” albo „o, ale gruby” i zarechocze radośnie. 

Ale nie o poprawności politycznej jest ten tekst. Koncepcja całego parku jest tak dla nas szokująca, że gipsowe grzybki i cała koszmarna estetyka parku to już tylko tło. Ale warto zwrócić na to tło uwagę, ponieważ to nie tylko ten jeden park rozrywki wygląda tak źle – to estetyka obowiązująca w większości parków, centrów rozrywki i nie tylko.

Polaków oskarża się o kiepskie wyczucie estetyki. Mówi się, że czasy socrealizmu wytępiły z narodu poczucie piękna i doprowadziły do ery disco polo i kiczu wszelakiego. Mam wrażenie, że to samo mogło nastąpić w Chinach. 

Brzydkich i kiczowatych miejsc jest w Chinach mnóstwo. Zdaje się, że właśnie centra rozrywki wiodą w tym rankingu prym. Niektóre z nich opierają się na dosyć dziwnych pomysłach – jak choćby muzeum pluszowego misia w miejscowości Wenjiang. To jedno z miejsc, z które naprawdę mną poruszyły. Tylko część ekspozycji przypominała muzeum, prezentując historię zabawki (zresztą jak skomplikowaną historię może mieć pluszowy miś?), cała reszta obiektu była pełna przedziwnych scenek rodzajowych, po których małoletnia ja pewnie miałaby koszmary. Pluszowe misie z twarzą dziecka z tyłu głowy, pluszowe misie z wąsami, pluszowe misie w bikini, pluszowe misie przebrane za syrenki, podrygujące w rytm melodii z disnejowskiej animacji, pluszowe misie w roli więźniów i inne misie w roli znęcających się nad nimi strażników. Najgorsza była chyba część poświęcona światowej sztuce. Chiny to chyba jedyne miejsce na świecie, gdzie można zobaczyć „Dawida” Michała Anioła z twarzą pluszowego misia czy „Słoneczniki” van Gogha z główkami misiów zamiast kwiatów. 

Innym szokującym przeżyciem było poruszanie się po chińskich parkach narodowych. Na tatrzańskie szlaki rusza się, żeby odpocząć od ludzi i popodziwiać naturę. Może dlatego trudno mi było zaakceptować formułę, w której Chińczycy zwiedzają parki takie jak Zhangjiajie. Zhangjiajie to bardzo znane miejsce – formacje, które można tam podziwiać, zainspirowały ponoć Jamesa Camerona do zaprojektowania unoszących się w powietrzu gór z „Avatara”. Szczyty w okolicach Zhangjiajie naprawdę przybierają niesamowite kształty i zjawiskowo wyglądają na zdjęciach. Ale nie było łatwo strzelić taką fotkę „tylko z górami”. 

Każde miejsce, z którego rozpościerał się ładniejszy widok, było uzbrojone w stanowisko fotograficzno-fotoszopowe. Bardzo profesjonalne, zadaszone, z kilkoma komputerami i drukarkami. Ale nie graficy komputerowi na górskim szlaku zszokowali mnie najbardziej. 

Na każdym rogu stały figury z „Avatara”. Ogromne, plastikowe, obdrapane przez deszcze i wiatry. I to z tymi figurami ludzie robili sobie zdjęcia. No i photoshop na komputerach górskich grafików służył najwyraźniej nie tylko do wygładzania zmarszczek fotografowanych pań. Służył też do tego, żeby widok w tle zastąpić kadrem z „Avatara”. Albo chociaż wkleić wśród gór jakiegoś Na'vi ujeżdżającego ikrana. Najwyraźniej ludziom się podobało, bo przed każdym stanowiskiem fotograficznym ustawiała się potężna kolejka. I nikt nie wyglądał, jakby ustawił się w niej „dla jaj”.

To tylko kilka przykładów na estetyczny szok w Chinach. Oczywiście nie znaczy to, że wszyscy Chińczycy nie mają gustu, a całe Chiny są brzydkie. Jak w każdym narodzie – bywa gorzej, bywa lepiej. Z pewnością piękne są miejsca, których estetyka pozostaje w duchu starożytnych Chin. Piękna jest też chińska przyroda. Szkoda, że widok gór czasami zasłania plastikowy Na'vi.

Filmik o Królestwie Małych ludzi: http://www.vice.com/video/kingdom-of-the-little-people