Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Problemy zdrowotne w Pekinie z perspektywy studenta

Szpitale
Typography

This is China potoczne powiedzenie chyba najlepiej oddaje charakter leczenia się w jednym z publicznych szpitali w Pekinie.

Nazywamy się Alicja i Kamil, 27 sierpnia przylecieliśmy do Pekinu na półroczne stypendium. Kiedy wysiedliśmy z samolotu od razu poczuliśmy, że tutejszy klimat i powietrze znacznie różnią się od tych, które znamy. Jeszcze nie podejrzewaliśmy, że akurat na nasze zdrowie wpłyną one niekorzystnie.

Początki choroby, zaczęły się, kiedy temperatura zaczęła nieznacznie spadać. Ból gardła i katar skłoniły nas do wzięcia leków, które przywieźliśmy ze sobą z Polski. Niestety szybko przekonaliśmy się, że są one nieskuteczne i wtedy właśnie zaczęły się kłopoty ze zdrowiem. Polecono nam żebyśmy udali się do szpitala znajdującego się na kampusie Beijing University of Technology, gdzie z resztą studiowaliśmy. Wizyta w uczelnianym szpitalu przebiegła całkiem sprawnie. Przy rejestracji zapłaciliśmy 3 RMB za wizytę. Pani Doktor mówiła słabo po angielsku, ale wystarczająco dobrze żeby nas zrozumieć. Dostaliśmy receptę z lekami i zostaliśmy skierowani do apteki. Sytuacja powtarzała się kilkukrotnie gdyż leki nie pomagały a stan zdrowia pogarszał. Kiedy ból gardła był już nie do wytrzymania a gorączka bardzo wysoka, zwróciliśmy się o pomoc do Pań z biura, które zajmuje się studentami zagranicznymi u nas na uczelni.

Pijcie dużo ciepłej wody, była to jedna z pierwszych instrukcji, jakie otrzymaliśmy i zaraz po tym pojechaliśmy do szpitala z Panią, która miała w tym dniu dyżur. 

Pierwsze wrażenie szpitala było trochę szokujące. Wygląd i walory estetyczne pozostawiają wiele do życzenia. Zapach, brudne pomieszczenia oraz mnóstwo ludzi leżących i siedzących na korytarzach podłączonych do różnych przyrządów i wszelakiej aparatury były widokiem dosyć odstraszającym. Mieliśmy mnóstwo obaw, co do skorzystania z pomocy lekarskiej, ponieważ wiedzieliśmy, że będą nam wykonywać różne badania. Przy rejestracji musieliśmy okazać dowód tożsamości, kartę ubezpieczeniową oraz wypełnić formularz, dzięki któremu mogli nam założyć kartę pacjenta, w międzyczasie dostaliśmy termometr żeby zmierzyć temperaturę. W szpitalu nie spotkaliśmy nikogo z personelu, kto mówiłby po angielsku. We wszystkim pomogła nam Pani z uczelni, która z nami przyjechała. Na tym etapie dowiadujemy się, że koszty leczenia, badań i ewentualny pobyt w szpitalu musimy zapłacić gotówką, a dopiero później możemy ubiegać się o zwrot z ubezpieczalni. 

Procedura po przyjęciu. Lekarz skierował nas na badania krwi, wymaz z jamy ustnej i RTG klatki piersiowej. Krew pobierali nam w specjalnym okienku wielkości ekranu monitora w laptopie.  Musieliśmy włożyć przez nie rękę, a po drugiej stronie ktoś pobrał nam krew z palca. Na poczekalni pielęgniarka pobrała wymaz i zabrała próbkę do badania. Kolejnym zaskoczeniem był sposób wykonania zdjęcia RTG. Pani obsługująca sprzęt poinformowała, że do tego badania ubrań się nie ściąga. 

Po długim oczekiwaniu otrzymaliśmy wyniki i wróciliśmy do lekarza. W gabinecie pokazaliśmy opakowania wszystkich leków, które braliśmy do tej pory. Lekarz na zdjęciu rentgenowskim zaobserwował zmiany i zdiagnozował początki zapalenia płuc. Otrzymaliśmy receptę i poszliśmy do szpitalnej apteki, gdzie spotkała nas kolejna niespodzianka. Apteka przypominała mały magazyn, a zamiast tradycyjnych leków, jakie przywykliśmy kupować w aptece dostaliśmy zestaw kroplówek i kilka szklanych ampułek prawdopodobnie z antybiotykiem.

„Sala kroplówkowa” tak później nazwaliśmy miejsce gdzie udaliśmy się z lekami. Pomieszczenie to zaskoczyło nas najbardziej w tym długim dniu. W sali znajdowały się ponumerowane krzesła ze stojakiem na kroplówkę, każde z nich posiadało przycisk, który przywoływał pielęgniarkę. Przy wejściu znajdowało się coś w rodzaju dyżurki gdzie oddaliśmy leki i został nam przydzielony numer krzesełka. Po zajęciu miejsca pośród innych pacjentów przyszła pielęgniarka i podłączyła kroplówkę. W tym pomieszczeniu było dość zimno, niektórzy z pacjentów niczym nieskrępowani palili papierosy, posilali się żywnością typu fast-food i żartowali jak na dobrym spotkaniu towarzyskim.

Tego się nie spodziewaliśmy! Spędziliśmy w tej sali ok. 5 godzin, a już po upływie pierwszej zaczęły wracać siły i ból ustąpił w znacznym stopniu. Fakt był taki, że leki, które dostaliśmy po prostu zaczęły działać, co po kilku tygodniach zmagań z chorobą znacznie poprawiło nam humor. W tym momencie warunki, pacjenci z papierosami i zwyczaje panujące w szpitalu, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni zupełnie przestały nam przeszkadzać. 

Podsumowując, było to trudne i dość nie przyjemne doświadczenie, lecz mimo wszystko otrzymaliśmy pomoc jakiej potrzebowaliśmy. W tym przypadku koszt wizyty w szpitalu to ok. 1000RMB. Warto pamiętać o zabraniu wszystkich rachunków i recept, gdyż są one niezbędne do ubiegania się o zwrot kosztów leczenia. W naszym przypadku uczelnia zagwarantowała nam 600RMB na świadczenia medyczne, a wszystko powyżej tej kwoty zwraca ubezpieczalnia w wysokości 85%.

Zaistniała sytuacja odnosi się do konkretnej placówki i naszych prywatnych doświadczeń, w żaden sposób nie generalizujemy służby zdrowia w Chinach.